Genialny i arcy/dopracowany to jest wyłącznie Seventh Son/Somwere in Time
Ja tam się nie zgodzę. :p Ja lubię po równo wszystkie płyty do No Prayera włącznie (który to z kolei jest moim zdaniem najbardziej niedocenianą płytą Maiden:) )
MR.JACK napisał/a:
Mimo tego pozwolił Maiden się odrodzić po dwóch średniakach w postaci X Factora/Virtuala XI.
To prawda. Chociaż ja bym tych płyt nawet średniakami nie nazwał.
MR.JACK napisał/a:
stworzonym aby podbić rynek swymi chwytliwymi rockerami
Ja tam widzę tylko jednego chwytliwego rockera. Poza tym zdecydowanie przeważają dłuższe utwory powyżej 6 minut.
wastedxyears napisał/a:
Gdybym miała wskazać najslabszy utór z tego krążka, byłby to Out Of The Silent Planet. Poza tym jedynym kawałkiem płyta miażdy.
A tutaj z kolei ja nie moge się zgodzić. Wersja z albumu faktycznie jest trochę nijaka - jak już wcześniej wspomniałem, dziwne brzmienie no i w tym przypadku jeszcze to niepotrzebne intro. Na żywo jednak utwór wypadał świetnie (najwyraźniej sam zespół uznał intro za zbędne, bo był grany już bez niego ), szkoda tylko, że pojawił się na koncertach zaledwie kilka razy, zawsze jednak w parze z The Fallen Angel. Oba te urtowy powinny się moim zdaniem znaleźć na Rock In Rio zamiast (jeszcze rzadszego na tej trasie) Run To The Hills.
Ja tam się nie zgodzę. :p Ja lubię po równo wszystkie płyty do No Prayera włącznie (który to z kolei jest moim zdaniem najbardziej niedocenianą płytą Maiden:) )
Wszystkie płyty 1980/1992 mają coś w sobie i lubię je kolejno, jedną bardziej drugą mniej. Mniej za sprawą wypełniaczy. Ale do rzeczy:
W moim poście NIE! chodziło mi:
lubię/nie lubię, doceniam/nie doceniam ale o sposób dopracowania i jednolitości albumu. Zarówno Somwere in Time jak i Seveth Son... są jednolite i próżno szukać jakiś uchybień, braków, wreszcie wypełniaczy.
Daniel_B napisał/a:
To prawda. Chociaż ja bym tych płyt nawet średniakami nie nazwał.
X Factor Steva Harrisa i Nigela Greena to kolejny album, bliski ideału. Jest otarciem się o doskonałość i epickość Seventh Sona. Summarum gdyby nie fałsze Błażeja i lata w jakich płyta ujrzała światło dzienne, to byłby to kolejny klasyk w wykonaniu Maiden, a tak dobry średniak.
Daniel_B napisał/a:
Ja tam widzę tylko jednego chwytliwego rockera. Poza tym zdecydowanie przeważają dłuższe utwory powyżej 6 minut.
Źle się wyraziłem. Płyta jest ogólnie w stylu Maiden lecz zbyt dużo w niej lukru marketingowego. Shirley nadał albumowi zbyt komercyjny wyraz. Chłopcy odegrali rzeczywisty zamysł albumu, utworów dopiero na Live i przy okazji wydania trzy lata później Dance of Death.
Daniel_B napisał/a:
szkoda tylko, że pojawił się na koncertach zaledwie kilka razy, zawsze jednak w parze z The Fallen Angel.
Pięknie odegrane została ta parka na gigu w Buenos 01.
W moim poście NIE! chodziło mi:
lubię/nie lubię, doceniam/nie doceniam ale o sposób dopracowania i jednolitości albumu.
Jasne. Ale chyba nie musimy się aż tak sztywno trzymać głównego tematu, prawda?
MR.JACK napisał/a:
X Factor Steva Harrisa i Nigela Greena to kolejny album, bliski ideału. Jest otarciem się o doskonałość i epickość Seventh Sona. Summarum gdyby nie fałsze Błażeja i lata w jakich płyta ujrzała światło dzienne, to byłby to kolejny klasyk w wykonaniu Maiden, a tak dobry średniak.
Dla mnie te płyty byłyby porażką nawet, jeżeli produkcją zająłby się sam Martin Birch, a śpiewałby na nich Bruce w formie równie dobrej jak na TNOTB. W przeciwieństwie do większości osób, mi nie pasują przede wszystkim kompozycje same w sobie.
MR.JACK napisał/a:
Pięknie odegrane została ta parka na gigu w Buenos 01.
Tak, dokładnie ten koncert miałem na myśli. Gdyby nie ten dziwny pomysł z zagraniem RTTH na dwóch ostatnich koncertach trasy, to na pewno pojawiłyby się również na Rock In Rio.
Najlepsza płyta IM to Piece of Mind ,jest kosmicznie dopracowana, pozbawiona średniaków, łączy wszystko co najlepsze w IM, klasykę wczesnego IM z pięknem późniejszego, jest tam wszystko...na SiT od dłuższego czasu nie mogę znieść HCW ,studyjnie ten utwór koszmarnie mi się znudził. Co do 7th Son zgoda.
A BNW to najlepszy album IM obok X Factor z płyt z lat 1990-2008 ,ten drugi pasuje mi i wokalem i brzmieniem i kompozycjami, jest świetny,to tak apropo.
No, odświeżyłem sobie BNW. Jednak jest to dla mnie płyta magiczna. Klimat, dobre brzmienie no i wspomnienia. W końcu to ten krążek wprowadził mnie do metalowego światka. Ulubiony kawałek? Ciężko wybrać, ale chyba wskazałbym na Dream of Mirrors (brawo Janick!), The Nomad, kawałek tytułowy oraz świetny killer koncertowy & opener płyty, czyli The Wicker Man.
Dla mnie to ścisła maidenowa czołówka. Może na BNW brakuje tego "czegoś", co miały płyty ze Złotej Ery, ale wciąż jest to kapitalny metalowy wyrób. A to to wszak chodzi. Imo: ekstraklasa.
In pursuit of uniqueness and individuality we must be unlike anyone else to survive.
But in the mass of different runners, different lies we can’t make time to realize how the same we are.
Zdecydowanie najlepszy utwór to Ghost of Navigator, uwielbiam każdą sekundę tego utworu, jest niesamowity ,wokal jest taki ostry,głęboki, te liczne zmiany tempa i ogólny klimat,mistrzostwo...nr. 2 to Nomad ,za ten porażający klimat, trochę taka odpowiedź Ironów na Stargazer Rainbow
_________________ IRON MAIDEN PONAD WSZYSTKIM
Bogi [Usunięty]
Wysłany: Wto 10 Lis, 09 15:08
The Wicker Man - Świetny opener.Słychać powrót do dawnego stylu.Wspaniały refren. 9/10
Ghost of the Navigator - Fajny kawałek.Ani przez sekundę nie nudzi,ale arcydzieło to nie jest. 9/10
Brave New World - Mocny punkt albumu,ale końcówka lekko nudzi. 9/10
Blood Brothers - Coś pięknego.W śpiewanych przez Bruca słowach "We're Blood Brothers" jest coś tak magicznego,że zawsze mam ciarki na plecach,gdy tego słucham.Dla mnie to najlepszy utwór na płycie. 10/10
The Mercenary - Trochę gorszy kawałek,lecz ciągle trzyma poziom. 8/10
Dream of Mirrors - Klimatyczna,niezła piosenka. 8.5/10
The Fallen Angel - Hmm... Ogólnie niczym nie porywa.Nie mówię,że kawałek jest słaby,ale mi nie podszedł.Tylko jeden fragment mnie czymś do siebie przyciągnął. 5/10
The Nomad - Przeciętniak.Przede wszystkim jest za długi! 6.5/10
Out of the Silent Planet - Dziwny kawałek.Niby fajny,wszystko dobrze,ale po przesłuchaniu czuć taki niedosyt.Na pewno Maideni mogli zrobić go lepiej. 7.10
The Thin Line Between Love & Hate - Niezłe podsumowanie albumu z niebanalnym tekstem (tak,tym razem przeczytałem,bo tytuł niesamowicie mnie do tego zachęcił ). 9/10
Szczerze mówiąć znałem tylko kilka piosenek z Brave New World.To było moje pierwsze całe odsłuchanie tej płyty.Początkowe utwory to totalna miazga.Potem trochę gorzej,ale na koniec genialne podsumowanie.
Wiek: 21 Dołączył: 11 Mar 2007 Posty: 2413 Skąd: Poznań
Wysłany: Nie 24 Sty, 10 19:43
Iron Maiden - "Brave New World" (2000)
Pod koniec lat 90. XX wieku pojawiły się plotki o planowanym powrocie Bruce’a Dickinsona do zespołu, z którym osiągnął największą sławę, a który po jego odejściu podupadł na popularności. Wnet słowo stało się ciałem, ba! Do Dziewicy wrócił również świetny gitarzysta i kompozytor Adrian Smith. Jako, że warunkiem powrotu Bruce’a był powrót Adriana, a warunkiem powrotu Adriana pozostanie w zespole Janicka (mają panowie łeb do kombinowania, żeby tak to zagmatwać), tedy Iron Maiden od tego czasu po dziś dzień stanowi sekstet z trzema wioślarzami w drużynie.
Album wita słuchacza riffem... No właśnie, jakim? Otóż motyw gitarowy openera to bezpośrednia zrzynka z „Running Wild” Judas Priest. Sam kawałek posiada wszystko, by stać się koncertowym killerem, co zespół skrzętnie wykorzystał na trasie promującej płytę. Wartość Adriana jako gitarzysty przejawia się już od początku płyty, bo to on gra tutejszą prężną solówkę, a także wespół z Bruce’em i Steve’em skomponował materiał. Kolejny utwór należy do drugiego gitarzysty, Janicka. O ile wiele osób powątpiewa w jego umiejętności, o tyle akurat w „Ghost of the Navigator” dał porywający, przebojowy popis. Kompozycja odbiega od prostoty poprzednika, tym razem mamy na przemian momenty szybsze i wolniejsze. Dla równowagi współtwórcą tytułowego numeru jest Dave Murray, który wykonał tu kawał porządnej roboty, a jego solówka to po prostu ogień. Tym oto sposobem trzy pierwsze ścieżki to najbardziej udane otwarcie albumu aż od czasów siódmej, legendarnej płyty. Na stonowanie nastrojów liryczne, balladowe „Blood Brothers” skomponowane solo przez Harrisa – ten facet po prostu musi mieć jakiś „swój” kawałek na płycie, dzięki czemu doskonale wiadomo, co mu duszy gra. Tym razem okazało się, że ma ochotę na stonowany utwór z delikatnymi orkiestracjami w tle. Następne dwie pozycje powstały na skutek połączenia sił basisty i Janicka, czego efektem potężny rocker „The Mercenary” i epickie „Dream of Mirrors” z niesamowitymi wokalizami Bruce’a. Drugi ze wspomnianych utworów można uznać za zapowiedź dwóch monumentów z następnej płyty i prawie całego „A Matter of Life And Death”. Numerki siedem i osiem lider Dziewicy popełnił z dwoma pozostałymi gitarzystami: mroczne „The Fallen Angel” z Adrianem, zaś z Dave’em najlepsze na płycie „The Nomad” z niepowtarzalnym, orientalnym orientalnym klimatem ostatni raz słyszalnym chyba w „Powerslave” i „Alexander the Great”. Specyficzne „Out of the Silent Planet” zaczyna się delikatnie, by po minucie przywalić do pieca. Bardzo niedoceniona, przez zespół kompozycja, która powinna być obowiązkowo grana na trasie i uwieczniona na legendarnym już DVD „Rock in Rio” w miejsce takiego chociażby nie do końca udanego „The Mercenary”. Na koniec „The Thin Line Between Love and Hate”. Można powiedzieć, że utrzymana w klimacie jedenastki, ale zaaranżowana dla innego gardłowego.
Tym sposobem w roku milenijnym został wydany krążek zawierający najlepszy materiał od lat. Można powiedzieć, że łączy w sobie przebojowość nie widzianą w zespole od kilkunastu lat ze stylem wypracowanym w latach 90. Nawet, jeśli późniejsze krążki całościowo już tak nie zachwycają, to tutaj mamy do czynienia z kwintesencją Iron Maiden wkraczającego odważnie w XXI wiek.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Iron Maiden, Steve Harris, Bruce Dickinson, Dave Murray, Janick Gers, Adrian Smith, Nicko McBrain, Music, Muzyka, Heavy Metal, Koncerty, Concerts, Bilety, Tickets, Somewhere Back In Time, A Matter of Life And Death, trasa koncertowa, tour, rozrywka, fun, sztuka, art, rock, metal, guitar, gitara, fender
Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 12